środa, 22 października 2014

[08] Rozdział Ósmy

            Czas dla Madeleine przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie liczyła się nawet przeszłość, która nieustannie wpływała na obecne życie osiemnastolatki. Najważniejszy był trwający moment i niesamowite usta Malika, które atakowały bezustannie atakowały wargi ciemnowłosej oraz dziwnie przyjemne uczucie w podbrzuszu. Madi, zapewne nie kontrolując swoich poczynań, wplotła niepewnie palce w czarne włosy chłopaka i zaczęła za nie delikatnie ciągnąć. Usłyszała ciche mruczenie Zayn ‘a, co upewniło ją w przekonaniu, że dobrze postąpiła. Jednak wszystko co dobre i prowokuje miłe odczucie, szybko się kończy.

- Musimy wracać do domu – Madeleine, słysząc głos chłopaka, natychmiast zdała sobie sprawę z tego, co tak naprawdę się dzieje. Od razu odsunęła się od Mulata na tyle, na ile była w stanie. Nie zabrała jednak swoich dłoni – jednej z ramienia, a drugiej z włosów. Musiała w jakiś sposób utrzymać równowagę.

- Oczywiście – rzuciła cicho, spuszczając głowę. Chciała podnieść się z ziemi, ale Zayn skutecznie jej to uniemożliwiał. Ciemnowłosy pokręcił głową z nieukrywanym rozbawieniem, po czym wstał, od razu wystawiając dłoń w kierunku szatynki. Na początku nie chciała przyjmować od niego pomocy, ale stwierdziła w ostatnim momencie, że swoje fochy powinna zepchnąć na boczny plan. W decyzji pomogła jej również nieodparta chęć ponownego zetknięcia ich skóry, które powodowało dziwny prąd, przechodzący przez całe ciało.

            W szybkim tempie znaleźli się w samochodzie, a chwilę później ruszali już w drogę powrotną. Do Malika po woli zaczynało dochodzić, co tak właściwie zrobił, przez co rozbawienie zastąpiła niesamowita wściekłość na samego siebie. Dobrze wiedział, że nie powinien nawet myśleć, żeby ją pocałować, a co dopiero to zrobić! Znał Madeleine znacznie dłużej, niż dziewczynie mogłoby to się wydawać i doskonale wiedział, jaka ona jest. Czasami obserwował szatynkę, co zdarzało mu się bardzo rzadko. Jednak to wystarczyło, żeby zaobserwować ogromną zmianę jej charakteru w przeciągu kilkunastu miesięcy.

            A może właśnie to go zgubiło i przez to zaczął się nią interesować w większym stopniu niż mu było wolno. W dniu, kiedy świat dziewczyny rozsypał się w drobny mak, natychmiast został o tym poinformowany. Chciał zabić wszystkich, którzy stali zaledwie kilka metrów od domu Davies i nawet nie kiwnęli palcem, żeby temu wszystkiemu zapobiec. Tamtego wieczoru wybrał się z Harry ‘m na nielegalne wyścigi aż do Manchesteru, wdał w bójkę z jakimś gówniarzem, z którym chwilę wcześniej wygrał i pobił tak mocno, że zanim nadjechała karetka, on leżał martwy na opustoszałej ulicy. Zayn tłumaczył to sobie wtedy tym, że porwanie, wtedy, szesnastolatki musiało bardzo odwlec się w czasie, a on sam, po raz pierwszy od dawna, musiał zmieniać coś w idealnie ułożonym planie działania. Nie mógł znieść, że jakiś drobiazg poszedł zupełnie nie po jego myśli, przez co wszystko zawaliło się jak domek z kart.

            Teraz jednak, patrząc na to z perspektywy czasu, zaczął zastanawiać się, czy aby na pewno chciał ją porwać tylko dla pieniędzy z okupu. A może już w tamtym czasie zaczynało zależeć mu na nastolatce. Zawsze uwielbiał zdecydowane i pewne siebie dziewczyny, które wiedzą, czego chcą od życia. Być może przestraszył się, że straci taką Madi. I chociaż osobowość nastolatki uległa drastycznej zmianie, to zainteresowanie nią w dalszym ciągu pozostawało prawie takie samo. Teraz, zamiast chcieć spełnić każdą jej zachciankę, ma ochotę zaopiekować się nią; zamknąć w bezpiecznym uścisku swoich silnych ramion i zapewnić, że już nic więcej złego jej się nie stanie; że nie musi martwić się o nic, bo to on będzie się nią opiekować.

Nie. To zupełnie bez sensu.

~*~

            Harry wysiadł ze swojego samochodu, od którego kluczyki odzyskał około godzinę temu. Nie miał pojęcia, dlaczego policja tak nagle wypuściła go z paki, nie robiąc przy tym żadnych problemów. Jednak gdzieś w jego głowie kołatała się myśl, że ma to jakiś bliższy związek z Malikiem i Madeleine. Nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Nic go nie obchodziło. Zupełnie obojętne stało się dla niego również to, że przebywa na wolności. Równie dobrze mogliby zamknąć go na dożywocie, albo odstrzelić. Nawet w najmniejszym stopniu nie zapomniał, dlaczego spił się do nieprzytomności. Przecież kogoś, kogo kocha się bardziej niż samego siebie nie da się wymazać z pamięci w przeciągu kilki, dłużących się w nieskończoność dni.

            Odetchnął głęboko, besztając się  w myślach za to, że stracił kontakt z rzeczywistością. W jego „zawodzie” nie powinno się na to sobie pozwalać. Ruszył w kierunku wejścia do domu. Odruchowo popatrzył na okno pokoju, w którym przebywa ona. Kiedy zauważył, jak uważnie śledzi każdy jego ruch, a jej twarz nie wyraża żadnej emocji poza nieskrywanym obrzydzeniem, natychmiast spuścił głowę i wszedł do wnętrza budynku. Odrzucił Torę z pieniędzmi na bok, nie zważając na to, że ktoś mógł zainteresować się wysoką kwotą, jaka się w niej znajdowała. Zdjął z siebie czarną, przepoconą bluzę i odwiesił ją niechlujnie za kaptur na haczyku w przedpokoju.

- Śmierdzisz stary – w wejściu do salonu pojawił się nagle Niall, który dla potwierdzenia swoich słów, teatralnie złapał się palcami jednej ręki za nos, a drugą zaczął machać sobie przed twarzą.

- Jakbyś nie widział czystej wody tyle samo czasu, co ja, też nie pachniałbyś fiołkami – warknął Styles i omijając zdezorientowanego blondyna, ruszył podenerwowany w kierunku swojego pokoju. Jedyne, czego teraz potrzebował, to kompletna samotność.

            Tak naprawdę nie wiedział, dlaczego na słowa przyjaciela zareagował w ten, a nie inny sposób. Przecież na każdym kroku dogryzali sobie z chłopakami w bardziej chamski sposób, ale za każdym razem reagowali na to wybuchami śmiechu, a nie złości. W powietrzu, zamiast syku pojawiały się coraz to nowe riposty. Jednak Harry miał bardzo oczywiste wytłumaczenie swojego zachowania – dziewczyna.

            Westchnął ciężko, gdy tylko drzwi do pokoju zamknęły się za nim z hukiem. Był tak cholernie zmęczony; nie miał na nic siły ani ochoty. Chciał tylko wziąć szybki prysznic i położyć się spać. Wiedział również, że gdy tylko Malik wróci do domu będzie chciał z nim porozmawiać nie zależnie od tego, w jakim stanie psychicznym i fizycznym szatyn będzie się znajdował. Do tego czasu może również oczekiwać niezapowiedzianej wizyty Liam ‘a. Przyjaciel będzie miał do niego najprawdopodobniej o wiele więcej pretensji, niż sam szef ich gangu. Westchnął żałośnie nad swoim nieszczęsnym losem. Musi się natychmiast umyć, bo woda przywraca trzeźwość umysłu, a to jedna z wielu rzeczy, których w tym momencie potrzebuje.

~*~

            Liam podparł głowę na dłoniach, zamykając zmęczone oczy. Wplątał palce we włosy, jednocześnie zaciskając je na nich i zaczynając za nie mocno ciągnąć. Tępy ból nieprzyjemnie rozchodził się po jego czaszce i sprawiał, że chłopak chciałby jedynie położyć się na łóżku i umrzeć. Zamrugał szybko, wyjmując tabletki z jednej, z szuflad, w jakie zostało wyposażone jego dębowe biurko. Połknął jeden proszek przeciwbólowy, przebijając go mocną, czarną kawą z dwiema łyżeczkami cukru trzcinowego, która już dawno wystygła i nie nadawała się do niczego innego, jak wylanie do zlewu. Skrzywił się mocno, czując w ustach nieprzyjemny, gorzki posmak. Nienawidził kawy, a już szczególnie słodzonej, ale tylko ona trzymała go dzisiaj od rana przy życiu.

            Zrezygnowany zablokował laptopa i podniósł się z siedzenia, idąc prosto na balkon. Palenia nienawidził w tym samym stopniu, co spożywania kofeiny, ale naprawdę musi przejść dzisiaj przez całą papierkową robotę, jaka nagromadziła mu się w przeciągu ostatniego czasu, a czarna ciecz, stojąca w kubku na biurku, po woli przestaje mu wystarczać. Odpalił fajkę, od razu umieszczając ją między wargami. Odwrócił się w kierunku podjazdu, gdzie właśnie pojawił się tak dobrze znany mu samochód Styles ‘a. Jedyne, co mu w nim nie pasowało, to mocno odrapana, lewa strona. No cóż, on nie ma zamiaru tego naprawiać. Wystarczy mu spora ilość usterek po nielegalnych wyścigach.

            Nagle w głowie Payne ‘a pojawiła się niepokojąca myśl. Kiedy po raz ostatni obserwował dom sióstr Davies, był świadkiem dość zaciętej kłótni pomiędzy Melodie a ich rodzicami. Podczas niej padło wiele nieprzyjemnych słów, których normalnie powinno się żałować. Jednak co, jeśli Mel i Madi nie są kochane przez swoich rodziców tak, jak powinne? Przecież oni równie dobrze mogli wejść w układ z policją, dzięki któremu nie będą musieli płacić okupu, a gliniarze wyłapią ich gang. Gdyby było inaczej, kasa z okupu już dawno znajdowałaby się na koncie Malika.

           Liam natychmiast zgasił resztę papierosa, którą wrzucił niedbale do popielniczki i jak najszybciej był w stanie, pobiegł do garażu, aby dokładnie sprawdzić pojazd, którym przyjechał Harry. Cała senność uleciała, zastąpiona przez wściekłość na wszystko dookoła.

            Wbiegł do garażu i zaczął uważnie oglądać pojazd z każdej strony. Sam nie wiedział, czego szuka – pluskwy, podsłuchu, nawigatora, dzięki którym policja byłaby w stanie ich znaleźć. Na całe szczęście na zewnątrz nic takiego nie rzuciło mu się w oczy. On jednak nie był głupi i zdawał sobie sprawę z tego, że równie dobrze przez kilka dni psy mogły wpaść na genialny pomysł ukrycia czegokolwiek wewnątrz samochodu. Właśnie dlatego wszedł do niego, zupełnie ignorując inny pojazd, który zajął miejsce parkingowe zaraz obok.

~*~

            Zayn zaparkował samochód w garażu i zamknął na chwilę oczy, jednocześnie zaciskając dłonie z całej siły na kierownicy. Myśli w dalszym ciągu niebezpiecznie kotłowały się w jego umyśle, wywołując w nim nieprzyjemną burzę. I pomimo największego wysiłku, jaki w to wkładał, nie udało mu się odrzucić od siebie chęci ponownego pocałowania osiemnastolatki.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie – zaczął, nie otwierając oczu nawet na sekundę. Jego głos nie wyrażał żadnych emocji, co nie wskazywało na nic dobrego. – Zapomnij o tym, co stało się za miastem. Tamta sytuacja w ogóle nie miała miejsca. Nie wspominaj o tym nikomu, nawet Melodie. Po prostu zapomnij – dopiero po ostatnich słowach odwrócił się w kierunku swojej towarzyszki i zmierzył jej twarz uważnym spojrzeniem.

            Madeleine spuściła wzrok na swoje palce, które w tym momencie były najciekawszą rzeczą na świecie. Spodziewała się dokładnie takich, albo bardzo podobnych słów od niego, ale nie miała bladego pojęcia, dlaczego poczuła dziwne ukłucie w okolicach serca. Kiwnęła tylko szybko głową, bojąc się, że kiedy się odezwie jej głos załamie się i Zayn odczyta wszystkie emocje, jakie w niej buzują. Chciała się podnieść i jak najszybciej znaleźć w swoim pokoju, ale silna dłoń ciemnowłosego w ostatnim momencie powstrzymała ją od tego, pociągając w dół, przez co z powrotem opadła na siedzenie. Popatrzyła na niego zdziwiona, wodząc wzrokiem po całej jego twarzy, jakby chciała doszukać się w niej odpowiedzi, na niezadane pytanie, czego jeszcze od niej chce?

- O tym też zapomnij – zanim zdążyła zapytać, o co mu chodzi, on zamknął jej wargi kolejnym dzisiaj pocałunkiem.

            Automatycznie zamknęła oczy, przesuwając się bliżej niego. Malik, jakby chcąc mieć ją bliżej siebie, przesunął ją tak, że usiadła na nim okrakiem. Chciała zaprotestować, jakoś się mu wyrwać, ale on przewidując zamiar dziewczyny, przycisnął ją bliżej swojej klatki piersiowej. Natychmiast zrezygnowała ze swojego wcześniejszego zamiaru, kiedy tylko język chłopaka zaczął delikatnie gładzić jej podniebienie. Poprawiła się na jego kolanach, czym wywołała cichy jęk, który wydobył się z gardła chłopaka.

            Niestety ich chwila zapomnienia trwała niezmiernie krótko, ponieważ usłyszeli uderzenie czegoś twardego w metal, a potem wiązankę przekleństw. Zayn natychmiast oderwał się od Davies, która schowała purpurową twarz w zagłębieniu szyi dwudziestojednolatka. Mulat natomiast popatrzył zdziwiony i zdezorientowany na samochód Hazzy, którego wcześniej nie zauważył. Liam właśnie pocierał się po czubku głowy z niemałym grymasem na twarzy. Jednak kiedy zauważył, co robi przyjaciel, natychmiast znieruchomiał.

- Nie odzywaj się – syknął Payne, kiedy Malik chciał otworzyć usta. Mulat otworzył szeroko oczy, nie spodziewając się ataku ze strony chłopaka. – Ty i Styles. Za pięć minut macie pojawić się u ciebie w gabinecie. I ani jebanej minuty spóźnienia!

            Oboje z Madeleine podskoczyli, kiedy drzwi pojazdu, w którym znajdował się przed chwilą dwudziestoczterolatek. Dziewczyna zupełnie nie rozumiała, o co mu chodzi, a Mulat nie miał zamiaru rozmawiać na tematy, które na pewno za kilka minut zostaną poruszone. Rzucił przekleństwem pod nosem i strącił z siebie dziewczynę, przez co uderzyła głową o szybę. Nie zwracał najmniejszej uwagi na to, że teraz od nowa zaczyna się go panicznie bać i że zrobił jej krzywdę. Wściekły za to, co po raz kolejny zrobił, wysiadł z samochodu i wszedł do wnętrza domu.

            Madeleine na początku  nie maiła bladego pojęcia, o co chodzi. Siedziała przerażona, wpatrując się w drzwi, które oddzielały garaż od przedpokoju. Szybko jednak pozbierała się i ruszyła biegiem do swojego pokoju. Jej policzki z każdą kolejną sekundą stawały się coraz bardziej mokre, aż w końcu słone łzy spływały po szyi dziewczyny. Mijała wielu gangsterów. Jednak nie zwracała na nich uwagi. Zmieniła cel – Melodie. Tylko z siostrą może normalnie porozmawiać. Jednak mimo wszystko zamierza zapomnieć – tak, jak przed chwilą poradził jej Zayn.

~*~

            Zayn wszedł do swojego gabinetu. Po drodze zdążył już zapanować nad wszystkimi emocjami, więc tym razem drzwi zamknęły się za nim z mniejszym trzaśnięciem, niż te pozostałe. Liam siedział za biurkiem i grzebał coś w swoim telefonie, a Harry ‘ego jeszcze nie było. Mulat, chcąc całkowicie nad sobą zapanować, wyszedł na balkon i wyjął paczkę papierosów z tylnej kieszeni spodni. Miał rzucić – nie w najbliższym czasie.

            Odpalił jedną fajkę, od razu zaciągając się dymem, który przez kilka sekund przetrzymał w płucach. Dopiero, kiedy zaczął dusić się z powodu braku tlenu w organizmie, wypuścił go na zewnątrz. Powtórzył czynność jeszcze kilkukrotnie, dopóki  nie przerwał mu głos przyjaciela.

- Uspokój się, bo dostaniesz odmy, albo w ogóle się udusisz – nawet nie odwracając się w kierunku Payne ‘a, pokazał mu wymowny gest, wystawiając w jego kierunku środkowy palec. Nie mógł zobaczyć tego, jak przewraca oczami, ale znał go na tyle długo, że wiedział, że na pewno tak było. – Pospiesz się, bo jesteśmy już całą piątką.

            Malik westchnął ciężko, dogaszając resztę szluga, po czym wsadził go do popielniczki, z której resztki po fajkach zaczynały się po woli wysypywać.  Poza nim i chłopakami nikt nie miał wstępu do tego pomieszczenia bez wcześniejszego upoważnienia do tego, więc sprzątaczki również nie mogły się w nim pojawić. Kwestia ochrony ważnych informacji. Przeleciał wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, po czym machnął na Liam ‘a ręką, żeby zszedł z jego miejsca. On jednak nawet się nie ruszył, a że Mulat nie miał ani humoru, ani siły na jakiekolwiek kłótnie postanowił ten jeden raz odpuścić.

- Mów szybko, o co ci chodzi, bo muszę wrócić do naprawiania takiego jednego samochodu, którym jeden z nas się ścigał, nie wracając uwagi na to, że jest, kurwa, nieskończony – syknął Niall, wymownie spoglądając na Zayn ‘a. On jednak nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi.

- Jak pewnie wiecie nasz kochany Harry wylądował na kilkanaście nocy w pace, po czym przyjechał z powrotem do domu, cudownie wypuszczony z pierdla. Szkoda tylko, że kurwa nie sprawdził, czy przypadkiem nie podpięli mu jakiegoś przyjaciela – Payne rzucił na biurko kilkoma przedmiotami namierzającymi, jakie znalazł w samochodzie przyjaciela. Louis natychmiast rzucił się na Styles ‘a i uderzył go pięścią w twarz. Gdyby nie natychmiastowa interwencja blondyna, najprawdopodobniej teraz zabiłby go na miejscu.

- Opanuj się, Tommo – warknął poszkodowany, przecierając wierzchem dłoni twarz, po której zaczęła płynąc strużka krwi z rozwalonego nosa. – Myślisz, że zastanawiam się nad tym co robię? Rozczaruję cię, od kilku dni nie chce mi się nawet żyć – zaśmiał się gorzko, opierając się plecami o ścianę za nim. Nie miał siły, żeby podnieść się z podłogi. Tomlinson obrzucił go jeszcze jednym, nienawistnym spojrzeniem, po czym opadł z powrotem na krzesło, które wcześniej zajmował.

- Czyli musimy na razie stąd spierdalać – Liam kontynuował wypowiedź, którą wcześniej mu przerwano. – Na razie anulujemy wszystkie interesy i każemy chłopakom pojechać na wakacje. Dwa miesiące. Najpierw jednak przeniesiemy wszystko do innego domu. Nie możemy ryzykować tego, że przyjdą tutaj i wyniosą nam wszystko.

- Nie uważasz, że myślenie to moje zadanie w naszej drużynie? – Zayn postanowił w końcu się odezwać. Do cholery to on jest szefem tego gangu!

- Ty to ewentualnie możesz się zamknąć. To właśnie przez ciebie policja dowiedziała się o nas więcej, niż powinna. To ty postanowiłeś porwać Davies dla okupu, żeby ją przelecieć. Nie przewidziałeś jednego. Rodzice nabrali dystansu do swoich córek po tym, co się stało dwa lata temu. Już wtedy powinieneś z niej zrezygnować – wściekłość rosła w Liam ‘ie w coraz większym tempie, a fakt, że musi patrzeć teraz na przyjaciela, w cale nie pomagał mu w zapanowaniu nad nią.

- Nie mam pojęcia, o czym ty pierdolisz, ale skończ, bo zaczynasz mnie wkurwiać – warknął, podchodząc do drzwi wyjściowych. Miał dość dzisiejszego dnia. Chciał się położyć spać, żeby jak najszybciej dobiegł końca.

- Nie skończyłem – Niall, domyślając się, że dwudziestoczterolatek będzie chciał dalej rozmawiać z Malikiem, przytrzymał drzwi.

- Sorry stary. Jestem ciekawy – wzruszył niewinnie ramionami, uśmiechając się szeroko.


- Zapomnij o niej i pomóż nam w przeniesieniu się, bo zawsze możesz stracić swoją pozycję. Jesteśmy przyjaciółmi Malik, ale zacznij w końcu być sobą, bo nie ręczę za siebie.

~*~

Coraz bliżej końca.
Zastanawiam się co pierwsze. To, czy Nobody...
Dobranoc, Jes. xx

5 komentarzy:

  1. jak zwykle swietny :* / J

    OdpowiedzUsuń
  2. o boszee proszę nie ! Nie możesz tego kończyć :o kocham to opowiadanie !

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny <3, zapraszam też do mnie http:/zapomnij-o-mnie-na-zawsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Player

Wattpad

trwa inicjalizacja